poniedziałek, 4 marca 2019

niedziela, 3 marca 2019

Osoba Wysoko Wrażliwa vs Osoba z Zespołem Aspergera

marca 03, 2019

Do tematu zbieram się już chwilę.
(...)


A głównym powodem impulsu który mnie zmotywował aby spłodzić tego posta, jest ten artykuł :
https://mamadu.pl/140363,nadwrazliwosc-emocjonalna-jak-sobie-radzic-czego-unikac-w-relacjach
Odnośnie mojego komentarza na w/w powstrzymam się do końca postu.

Dużo i konkretnie na temat ludzi WWO trafiłem poprzez bloga https://chattorblog.wordpress.com/
Prowadzi go mężczyzna - który w krótkich postach piszę o wrażeniach z czytania książki  Eleine Aron i o swojej osobowości osoby wysoko wrażliwej. Bloga od deski do deski udało mi się przeczytałem kilka razy. Ze łzami w oczach. Całe życie czułem się inny - odstający od grupy. M.in. dlatego, że byłem nadwrażliwy - na wszystko co się da. Ale czy wszystko? Okazuje się jednak, że nie.

Samą książkę Eleine Aron o ludziach wysoko wrażliwych przeczytałem już dawno temu - w wersji angielskiej jeszcze. Dwa lata temu gdzieś wyszło po polsku - aktualnie posiadam w papierowej już wersji.

Sam test na WWO (eng. HSP) jednoznacznie stwierdza, że należę do tej grupy. Czytając książkę zacząłem mieć wątpliwości, czy tak aż wszystko pasuje - bo nie pasuje. Ale to, że nie pasuje dowiedziałem się na wskutek dość traumatycznych przeżyć - co moze kiedyś bedę miał siłę psychiczną opisać.



****


Zaburzenia integracji sensorycznej (SI)
Zaburzenia koncentracji uwagi (Add)
Oraz https://polskiautyzm.pl/zespol-aspergera/ (ZA)

Byłem w zeszłym roku na konferencji "Autyzm i tabu" i jeden z prelegentów konfrontował Zespół Aspergera z WWO (HSP wg Eleine Aron). I na kilkanaście cech charakterystycznych tylko jedna była różna . Śmiem postawić tezę, że HSP w zasadzie należy do spektrum autystycznego (ASD).

Jak byłem nastolatkiem miałem duży problem z ukrytymi przekazami - do dziś mam, jednakże jest dużo lepiej - zdecydowanie lepiej sobie z tym radzę. Pierwsza interpretacja zawsze jest dosłowna - jednakże udaję mi się jej nie wypowiedzieć:D

np. "Otwiera facet szafę, a tam marynarka wojenna ... " .


Wiele osób może zapytać co z empatią? Z tego co wiem - empatię ludzie (asd&nt) rozumieją na dwa sposoby. Intuicyjnie i intelektualnie. Jest lekka przewaga rozumienia przez prymat logiki dla osób z ZA niż emocjami.

*****

Nieco urwane te myśli. Ale takie były w głowie.





niedziela, 24 lutego 2019

wtorek, 19 lutego 2019

Hedoniści w krainie anhedonii

lutego 19, 2019


https://www.polityka.pl/niezbednik/wspolczesny/1753120,1,dlaczego-milionom-ludzi-brakuje-napedu-do-zycia.read


Dlaczego milionom ludzi brakuje napędu do życia

Hedoniści w krainie anhedonii
Gdzie leży klucz do zrozumienia, dlaczego milionom ludzi brakuje napędu do życia? Można by ułożyć cały alfabet przyczyn społecznych, które mają pewnie związek z globalną epidemią depresji: atrofia więzi społecznych, bieda i bezrobocie, chciwość korporacyjno-bankowa.
Depresja. Z pozoru wszechstronnie opisana, psychologicznie przebadana, opatrzona w internetowe portale, akcje społeczne, dni walki z…, pamiętnikarskie i literackie zapisy. 350 mln osób na świecie – według danych WHO – każdego dnia jest pogrążonych w poczuciu beznadziei i bezsilności, ma obniżony do zera nastrój i napęd do jakichkolwiek czynności życiowych, leży w łóżkach i cierpi na całkowity brak sensu, pławi się w rozpaczy, poczuciu własnej znikomości i niejasnej winy. Płacze. Ogromna część planuje samobójstwo. Coraz częściej idą do lekarza – raczej pod naciskiem bliskich niż z własnego przekonania (bo i do tego brak im napędu). Polscy medycy, nie tylko psychiatrzy, ale i ci pierwszego kontaktu – wypisali im w 2017 r. 7 mln recept na rozmaitego rodzaju antydepresanty, w tym głównie selektywne inhibitory wtórnego wychwytu serotoniny (SSRI).
One działają. Okrawają człowieka z ekstremalnych stanów emocjonalnych: tonięcia w rozpaczy, ale też wzlotów radości. Pozwalają żyć, bądź raczej – jak mówią niektórzy weterani nawracających epizodów depresyjnych – trwać w stanie życia. W miarę bezproblemowo współżyć przynajmniej z najbliższymi: nie wybuchać, nie wzniecać konfliktów, sypiać, stosunkowo racjonalnie jeść. Pracownik na prochach też wydaje się OK.

Zamiast walić głową w mur

Medycyna i psychoterapia zdają się jako tako radzić z tym czymś, czego przyczyn tak naprawdę ludzkość wciąż nie zna. Nowoczesne techniki obrazowania mózgu pozwalają co prawda obserwować u chorych istotne zmiany, jeśli chodzi o neuroprzekaźniki (takie jak właśnie serotonina czy noradrenalina), ale nie wynika z tego jasno, czy w przypadku depresji mamy do czynienia z przyczyną choroby, czy też już z jej skutkiem. Uczeni badają geny i kwestię dziedziczności: połowa dzieci, których rodzice cierpieli na epizody depresyjne, obciążona jest dużym ryzykiem tej choroby w jakimś momencie życia, ale zawsze podkreślają, że geny to nie wszystko – trzeba dodać okoliczności życiowe. Mówi się zatem rzeczy dość oczywiste: że ryzyko depresji zwiększa trudne dzieciństwo, zwłaszcza molestowanie, przemoc, przeżycia traumatyczne. Że jest coś w statystycznej przewadze kobiet, jeśli chodzi o zachorowalność (nawet trzy razy więcej diagnoz niż wśród mężczyzn). Wyjaśnienia jednak tu też zdają się trywialne: bo hormony, bo stres poporodowy, bo odpowiedzialność za potomstwo (a więc niejako biologicznie wbudowana w psychikę skłonność do zamartwiania się), bo to upiorne miesiączkowanie, to katastrofalne klimakterium. Bo wreszcie – uważniejsze niż u mężczyzn wsłuchanie we własną psychikę i fizjologię oraz tzw. intuicja medyczna, wynikająca z biologicznej, a jeszcze bardziej kulturowej roli piastunki dzieci i opiekunki starców, co sprawia, że kobiety częściej niż mężczyźni dają szansę lekarzom na zdiagnozowanie tej choroby.
Istnieje też hipoteza, że tę w istocie rzeczy pozorną epidemię nakręca medykalizacja życia człowieka Zachodu, czyli względna dostępność służby zdrowia, oraz interesy przemysłu farmaceutycznego. Jak głoszą niektórzy socjobiolodzy, niezbyt ciężkie okresy depresji są wkomponowane w ludzką naturę – po to, by po życiowej porażce czy traumatycznym zdarzeniu (np. ciężkiej chorobie) człowiek wycofał się rozsądnie z nierealistycznych zamierzeń i ryzykownych dla siebie zachowań, a nawet pogodził się z degradacją w hierarchii swojego stada. Słowem, by zamiast walić głową w mur, wyluzował, zatrzymał się – w imię zachowania fizycznego i psychicznego zdrowia, czyli wydłużenia egzystencji. Na psychiatrów ta socjobiologiczna teza działa jak płachta na byka. Albowiem zwykle mają do czynienia z pacjentami w tak głębokiej fazie depresji (tzw. depresja wielka), że o żadnej autorefleksji i pogodzeniu nie ma tam mowy bez silnych farmaceutyków. Jednakowoż liczba faktycznych zachorowań może być nieco nadszacowana. Odtabuizowanie depresji (choćby poprzez wspomniane akcje społeczne czy wyznania znanych postaci), przy wszystkich pożytkach, niesie niebezpieczeństwa, że np. urobieni codziennością pracownicy dość łatwo mogą symulować jej objawy. Wszak w tym wypadku diagnoza opiera się wyłącznie na wywiadzie, więc bezkarnie można opowiedzieć niedoświadczonemu w tej dziedzinie lekarzowi o komplecie ośmiu symptomów, bo tyle wymienia np. DSM – amerykańska biblia psychiatryczna (choć jej autorzy błagają, by nie stosować jej jak książki kucharskiej). A więc o zaburzeniach snu, nastroju, libido, apetytu, nagłym utyciu czy schudnięciu, poczuciu totalnego zmęczenia i ogólnej beznadziei. I poprosić o pakiet, czyli L4 plus jakiś fajny prozac.
Nie lekceważąc tych marginesów, dajmy jednak wiarę alarmistycznym tonom psychiatrów i WHO. Wyłuszczając przyczyny depresyjnej epidemii dotykającej świat, a zwłaszcza świat cywilizacji zachodniej, eksperci na koniec rytualnie dorzucają kilka komunałów o tym, że wiadomo – takie czasy: stres, wyścig szczurów, wypaczony indywidualizm (czytaj: wszechobecny narcyzm i egoizm), porozrywanie tradycyjnych więzi rodzinnych i społecznych, samotność w wielkich miastach. Jednak depresja pozostaje wciąż bardziej domeną psychiatrów i psychologów klinicznych niż teoretyków z dziedziny psychologii społecznej czy socjologii, nie mówiąc już o politologii czy ekonomii. A wydaje się przecież oczywiste, że klucz do jej zrozumienia i okiełznania musi być zakopany również na tych polach. Pytanie jest oczywiste: dlaczego właśnie teraz, w najbardziej humanitarnym ze znanych ustrojów społecznych i politycznych, czyli demokracji liberalnej, w najbardziej ucywilizowanej, a więc bezpiecznej i dostatniej części świata, czyli współczesnej Europie – milionom ludzi, co piątemu, jak chcą niektóre statystyki, nie chce się żyć? Dlaczego ich organizmy, w tym mózg, odmawiają zrównoważonego funkcjonowania? Dlaczego ta choroba – wedle przewidywań WHO – ma stać się w 2030 r. główną zarazą świata, który dla gatunku Homo sapiens wydaje się właśnie teraz relatywnie najbezpieczniejszą, przyjazną, totalnie podporządkowaną niszą ekologiczną?
Słowem, co jest nie tak nie tyle z człowiekiem, ile ze światem? Co on nam złego robi?

Abece depresji

Można by ułożyć cały alfabet przyczyn ekonomicznych, politycznych i psychospołecznych, które mogą mieć związek z globaldepresją: atrofia więzi społecznych, bieda i bezrobocie, chciwość korporacyjno-bankowa, degradacja naturalnego środowiska (którego zakute w beton, stal i szkło miliony mieszkańców wielkich miast nie mają już szans zaznać), ewolucja ról kulturowych mężczyzny i kobiety, fatalizm współczesnych mediów, głupota coraz bardziej demagogicznej i populistycznej polityki, hardość rozmaitych tyranków i ludzi nierozumnych u władzy, idiotyczny śmietnik internetowy (bujdy, zwane fake’ami, chamstwo, zwane hejtem)… Bez trudu da się ponuro dojść do zet.
Spróbujmy jednakowoż wziąć pod lupę trzy zjawiska, które wydają się swoistym ABC prowadzącym do wszechdepresji. Dwóch pierwszych terminów używa się w psychologii i psychiatrii do opisu objawów depresji jako choroby, ale niech posłużą one tutaj również jako metafory dla opisu świata społecznego. Trzecie pojęcie nie ma z depresją szczególnego związku – to określenie pewnej negatywnej cechy ludzkiej czy też tendencji w myśleniu i postępowaniu, ale słowo to staje się też cechą świata społecznego, pojęciem-symbolem dla całej współczesności. Zatem:
• A jak anhedonia – w sensie psychologicznym to nieumiejętność czy niezdolność do odczuwania radości; jeden z głównych symptomów depresji. Pozornie świat współczesny jest wręcz nastawiony na dostarczanie przyjemności, radości, na nieustanną zabawę. Wykształciły się tysiące branż i nisz specjalizujących się w profesjonalnej organizacji igrzysk. Festiwale i festyny, kluby i puby, kiermasze i koncerty, stadionowe uniesienia sportowe i sporty masowe, telewizja rozrywkowa i odlotowe w sensie nieomal ścisłym strefy rozrywki w miejsce tradycyjnych lunaparków, spa, baseny, egzotyczne akwaparki w całkowicie swojskich okolicznościach przyrody. Wreszcie hurtowa turystyka międzynarodowa. Globalne targowisko plaż, hoteli, zabytków do zaliczenia i fotek na tle, żarcia nie do przeżarcia, picia w stylu all inclusive, czyli bez umiaru.
Ideologia neoliberalna, może bez nachalnej propagandy, jednak postuluje tworzenie nowego człowieka. Nauki społeczne już w latach 30. XX w. podpowiedziały tu zgrabny termin: Homo ludens – człowiek bawiący się. Niedopowiedzianym ideałem zachodniej cywilizacji jest pracomaniak (w odróżnieniu od pracoholika, bo to jednak zaburzenie prowadzące do całkowitej bezproduktywności), a zarazem hedonista i snob podążający za każdą modą i w każdej proponowanej destynacji, jak uwielbiają mawiać w branży masowej turystyki. Nawet praca powinna być zabawą, jak utrzymują liczni psychologiczni coache, czyli trenerzy od dobrego samopoczucia i skuteczności; nieomal współcześni kapłani, szamani, czasem szarlatani. Wystarczy osiągnąć tylko flow, czyli stan zatracenia i uniesienia w robocie, którą przecież uwielbiasz. Wtórują im awangardowe korporacje w rodzaju Google, które chwalą się nowatorskimi przestrzeniami dla pracowników, jako żywo przypominającymi jakieś luzackie przedszkola. Odkryj w sobie dziecko – zdaje się wrzeszczeć do człowieka świat. Baw się!
Tyle że tak się nie da. Radość życia nie jest towarem, który da się zakupić na promocji czy w trybie last minute. Wmówił świat człowiekowi współczesnemu, że jej odczuwanie nie jest możliwe bez inwestycji w odpowiedni sprzęt, odzież, pojazd z napędem na cztery koła, najnowocześniejszą komórkę-kamerkę, by swoje szczęście na żywo transmitować tym, którzy je zlajkują, a więc potwierdzą szczęścia owego autentyzm i doniosłość. Nawet biegać nie da się dziś dla samej przyjemności biegania, bo trzeba się opancerzyć markowo – w gacie i buty na poziomie, w aparaturę monitorującą owo bieganie i sygnalizującą, kiedy człowiek może je uznać za satysfakcjonujące.
Miarą życiowego sukcesu i wyrazem radości życia dla ogromnych rzesz ludzkich, w tym klas średniej i ludowej, stała się możliwość podróżowania w najbardziej egzotyczne zakątki. Tyle tylko, że ludzie trafiają tam na syntetyki egzotyki, spreparowane wedle wyobrażeń turystów wigwamy i jurty, tubylców ustylizowanych na mitycznych dzikich; trafiają do dzielnic i miasteczek urządzonych niczym witryny sklepów – na pokaz. Tłoczą się w kolejkach do muzeów oraz na kolejne dachy i wieże, by pstryknąć TĘ klatkę. Kontakt z innym – miejscem, człowiekiem, kulturą – jest minimalny, przypomina lizanie przez szybę (zwykle szybę autokaru lub wyczarterowanego suva). Tymczasem istotą dziecięcej zabawy, która rzeczywiście przynosi radość, jest zaspokajanie ciekawości, poznawanie, wcielanie się w kogoś, próbowanie nowych smaków w najszerszym tego sformułowania sensie. Istotą zabawy, którą proponuje człowiekowi dorosłemu współczesny świat, jest nieomal wyłącznie pozycjonowanie się we własnym stadzie: byłem, zaliczyłem, uwieczniłem się, zasłużyłem na przynależność do tych lepszych.
Świat oferuje radość syntetyczną. Zakupioną, spakietowaną, zorganizowaną. Oducza odnajdywania tej radości w sobie, w codziennej prozaiczności, w niespiesznym śniadaniu z najbliższymi, w leniwej rozmowie z przyjaciółmi, w obserwowaniu ewidentnie tubylczych sikorek przez kuchenne okno. Jeśli człowiek trwa przez 50 tygodni w roku w faktycznej anhedonii, nie jest w stanie odczuć w ciągu tych dwóch urlopowych „hedonii” na najpiękniejszej choćby plaży, którą sobie upatrzył na ulicznym billboardzie. Bo jego czujne oko zauważy śmieci między palmami, grube Niemki w negliżu, barmana rozwadniającego mu ponad miarę syntetyczny dżin i skondensowaną colę. Poczuje coś, co jest przykrą emocją: bezradność wobec świata.
• B jak brak kontroli; innymi słowy – bezradność, poczucie, że człowiek nie ma specjalnego wpływu na swój stan i swoje życie. Brak kontroli należy do – rzec można – ulubionych pojęć we współczesnej psychologii. Potrzeba kontroli awansowała do najistotniejszych potrzeb człowieka. Wrażenie jej utraty jest wyjątkowo dotkliwe i dewastujące, a zdarza się stosunkowo często. Towarzyszy chorobie, utracie pracy, traumatycznym przeżyciom, jak np. udział w katastrofie czy śmierć bliskiej osoby. Jest, rzecz jasna, immanentnym składnikiem depresji, choć zapada się na nią niekoniecznie pod bezpośrednim pretekstem (depresja reaktywna, np. żałoba po stracie bliskiej osoby nie jest, szczęśliwie, uznawana za patologię). Klasyczny – rzec można – chory nie jest w stanie zapanować nad chaosem czarnych myśli i skrajnie negatywnymi emocjami.
Czy ów brak kontroli jest również symptomatyczny dla współczesnych, rozwiniętych społeczeństw? W ogromnej mierze. Znów mamy tu do czynienia z jakąś kosmiczną rozbieżnością między tym, co świat deklaruje wobec człowieka, a co istotnie mu daje. Jesteśmy, tu w Europie, wciąż obywatelami o tak szerokich prawach i wolnościach, jakich nigdy dotychczas człowiek – z wyjątkiem wąskich elit – nie miał. Jesteśmy wolni i równi wobec prawa. Możemy wybierać w nieskończonej obfitości dóbr, ról zawodowych, nawet stylów życia. Teoretycznie. Bo praktycznie życie ludzkie jest wciąż silnie zdeterminowane. Nawet urodzenie nie jest bynajmniej reliktem przeszłości, bo tzw. kapitał kulturowy silnie przesądza o karierze edukacyjnej, a potem profesjonalnej człowieka. Wybór stylu życia wciąż podlega ostremu osądowi społecznemu.
Realia turbokapitalizmu i pędzącej – niekiedy wydaje się, że na oślep – cywilizacji technicznej sprawiają, że człowiek nie może być pewny ani stałości zatrudnienia, ani nawet sensowności swoich z trudem nabytych kwalifikacji. O niepewności i nieprzewidywalności jako znaku czasów myśliciele piszą od co najmniej kilku dziesięcioleci. Strach przed czeluścią bezrobocia, nieprzydatności, nieprzystawalności wisi nad milionami ludzi. Tym dotkliwszy, że liberalny ideał indywidualnego sukcesu przerodził się w niepisany zakaz porażki. Ludzie przestają sobie radzić z najbanalniejszą nawet krytyką czy odrzuceniem projektu w pracy – tak alarmują psychoterapeuci. Traktują te naturalne życiowe zdarzenia jako dyskwalifikujące ich klęski. Racjonalizując te sytuacje, walcząc z poczuciem wstydu i winy, szukają jej w innych. Konstruują figury wrogów, nieistniejące spiski i układy. I pogrążają się w poczuciu bezradności wobec wrogiego, cynicznego świata.
• C jak cynizm. Dzieje tego pojęcia są dość wyjątkowe. W filozofii starożytnej Grecji oznaczało ono postawę polegającą co prawda na odrzuceniu powszechnie uznanych wartości i norm społecznych w imię własnego szczęścia, ale chodziło o np. bogacenie się za wszelką cenę czy bezwarunkowe dążenie do sławy. Już w starożytnym Rzymie rozumienie tego słowa niejako się odwróciło: określano nim persony z ustami pełnymi szlachetnych ideałów, a postępujące w całkowitej niezgodzie z nimi. Dziś potocznie, ale i słownikowo cynizm utożsamiany jest z egoizmem, dwulicowością, zakłamaniem, chroniczną skłonnością do manipulacji innymi. Współczesne pojmowanie cynizmu z jego helleńską definicją łączy chyba jedynie przekonanie, że w mniemaniu cynika człowiek z natury jest zły, próżny i głupi. To znaczy każdy poza mną, ewentualnie moim stadem.
Niekiedy można odnieść wrażenie, że cała współczesna cywilizacja opiera się na zasadzie cynicznego manipulowania jednymi ludźmi przez drugich. Co ciekawe, ofiary tych manipulacji zdają się domyślać, że są tym praktykom poddawane. I przyjmują je najczęściej jako akceptowalne reguły gry społecznej. Domyślamy się zatem masowo, że cały świat reklamy jest jednym wielkim naciągactwem; że spece od owej reklamy cynicznie żerują na ludzkiej naiwności, łatwowierności, że uciekają się do podprogowych sztuczek psychologicznych. Wiemy, że producenci wielkich widowisk telewizyjnych wykorzystują cynicznie małe dzieci, czyniąc z nich chwilowe widowisko, ale gapimy się masowo na te Bogu ducha winne dzieciaczki wypacykowane na przemądrzałe kukiełki. Jesteśmy na ogół świadomi, że medycyna nie jest w stanie załatwić każdemu dostępu do najnowocześniejszych terapii (bo każde państwo by na tym zbankrutowało), ale wierzymy jakoś uparcie w iluzoryczne konstytucyjne zapisy o bezpłatnej służbie zdrowia i dozgonnej opiece państwa.
Wreszcie rozsądek podpowiada, że współczesna polityka – ubrana wciąż w kostium liberalnej demokracji – w istocie rzeczy jest wielkim polem nieuczciwych gier, cynicznych zagrywek pod słupki poparcia, kłamliwej propagandy, cwanego piaru i chronicznych obietnic bez pokrycia. A jednak chodzimy do wyborów, głosujemy na rozmaite mniejsze zła. I coraz częściej bezradnie patrzymy, jak cynicy i manipulanci w kostiumach demokratów i patriotów, obsadzeni na posadach tzw. najważniejszych osób w państwie, odwracają porządek społeczny, niszczą dobro wspólne, rozjeżdżają wielką umowę społeczną, jaką powinno być prawo, mają głęboko w nosie tych, którzy im tę władzę powierzyli. Ileż trzeba mieć w sobie cynizmu, by swobodnie przeskakiwać z propagandy „Polska w ruinie” na współczesną odmianę iście gierkowskiej propagandy sukcesu. Ile – by w kilku tysiącach poranionych wojną kobiet i dzieci widzieć kulturową inwazję na 40-milionowy kraj, podając się jednocześnie za miłosiernego chrześcijanina. Cóż innego jak nie cynizm jednych wpędza innych w niespłacalne kredyty, amber goldy, grube czesne za iluzoryczne wyższe wykształcenie na byle jakich kierunkach w byle jakich uczelniach. Aż dziw, że świat współczesny ogarnia epidemia depresji, a nie paranoi. Wszak nieomal żadna zbiorowa umowa w życiu społecznym i politycznym nie wydaje się już dziś poważna, żadna reguła nienaruszalna, żadne kłamstwo i krętactwo zbyt grube.

Uwuzet terapii

Celem terapii człowieka pogrążonego w depresji jest wydobycie go z psychicznej otchłani, z wewnętrznego piekła. Jeśli jest to stan zaawansowany, trudno zaczynać od psychoterapii. Lecz w lżejszych przypadkach albo też w miarę zdrowienia człowieka pojawia się szczelina, w którą może wejść ostrożny i rozumny terapeuta, który naprowadzi człowieka na takie jego osobliwości w myśleniu i zachowaniu, które do owej depresji mogły się przyczynić. Często w grę wchodzą fałszywe przekonania, czyli nietrafne automatyzmy, jakimi umysł nawykowo się posługuje. Leczenie polega na wyzwoleniu się z owych nieuświadomionych, wdrukowanych w umysłowość heurystyk. Ot, takich na przykład: jestem niezdolna, nic mi się nie udaje, gdy stoję przed życiowym wyborem, zawsze wybieram gorszy wariant, zasługuję na swój los. Czy cele i zasady tej terapii można przenieść na jakieś postulaty społeczne, które mogłyby choć trochę zneutralizować depresyjną hekatombę? Dla porządku użyjmy tym razem trzech końcowych liter alfabetu.
• U jak uważność. To kolejny niezwykle modny termin psychologiczny, używany często w wersji angielskiej: mindfullness. Generalnie chodzi o codzienną higienę psychiczną (której, rzecz jasna, odpowiedni trenerzy uczą dziś za pieniądze, choć to umiejętność dość banalna). Chodzi o to, by wyzwolić się z pędu. I życiowego, i myślowego. By nie rozpamiętywać przeszłości, której nic już nie zmieni, ani nie martwić się nadto przyszłością, która jest nieprzewidywalna. Żyć dokładnie tu i teraz. Delektować się chwilą, umieć obserwować świat, nie oceniając go od razu. Obserwować siebie z dystansu, z pozycji muchy na ścianie. Słowem – nie przegapiać siebie samego i własnego życia.
W życiu zbiorowym, jak się wydaje, również powinniśmy nieco wyhamować. Model ekonomiczny, w którym obowiązuje bezwzględny kult zysku i wszechwładza mechanizmów rynkowych, zdaje się wyczerpywać swój rozwojowy potencjał. Nie jest tak, by każdą społeczną strukturę czy instytucję oraz każdą ludzką aktywność dało się zakwalifikować jako pożyteczną, bo zyskowną, lub bezsensowną, bo nieintratną materialnie. Być może wraca powoli jasność widzenia, że prosty bilans (by nie powiedzieć prostacki) koszty–zyski nie tylko nie wspiera, ale dewastuje takie dziedziny, jak nauka, kultura i sztuka, oświata, nawet służba zdrowia.
• W jak ważność. Pacjenci wychodzący z depresji doznają w końcu poczucia sensu, istotności swego istnienia. W sensie życia społecznego – podobnie jak w indywidualnym wymiarze – odzyskanie owej ważności powinno oznaczać uparte uświadamianie współczesnym, że ich czasy, czyny i dokonania są ważne. Że nie mają specjalnych długów wdzięczności ani też nie niosą na sobie szczególnego poczucia winy za to, co zrobili ich przodkowie. Są w stanie odczuwać ważność swego istnienia bez podszywania się pod bohaterstwo dawno umarłych ziomków. Chodzi o uwolnienie się z historii pojmowanej jako ciąg rachunków do wyrównania. Nasze wciąż w miarę spokojne czasy i nasze relatywnie prozaiczne życia są istotne, choć nie giniemy na cudzych wojnach i w beznadziejnych powstaniach. Dziś politycy u polskich sterów usiłują zmienić rzekomą pedagogikę wstydu na pedagogikę narodowego wzdęcia. Poddawanie dorosłych jakiejkolwiek pedagogice źle pachnie manipulacją i propagandą. Zupełnie czym innym jest krzewienie wiedzy i docieranie z rzetelną informacją.
• Z jak zaufanie. Nie ma mowy o powodzeniu terapii antydepresyjnej, jeśli nie zbuduje się w pacjencie przyczółków zaufania: najpierw do bliskich, którzy chcą pomóc, do lekarzy i terapeutów, w końcu do siebie samego i świata. Poziom zaufania społecznego, ważną kategorię socjologiczną, mierzy się prostym pytaniem: czy wierzysz, że ludzie z natury mają dobre zamiary, czy też wyznajesz pogląd, że ostrożności w kontaktach z innymi nigdy za wiele? Przekleństwem współczesności, zwłaszcza polskiej, jest dziś ów na sto sposobów interpretowany, głęboki podział na my i oni. I idąca za nim nieufność wobec poczynań onych, publicznych instytucji obsadzonych przez onych, zamiarów i deklaracji onych. Dopóki utrzymywać się będzie na dzisiejszym poziomie fałszywe przekonanie, że jakkolwiek pojmowani oni składają się wyłącznie z naszych konkurentów i wrogów, potencjalnych oszustów i głupców, dopóty nic w depresyjnej aurze naszej współczesności się nie zmieni. Jeśli komuś można dziś przypisać szczególną winę za epidemię depresji, to wszystkim tym, którzy czarno-białym obrazem świata (my dobrzy, kto nie z nami – łajdak) kuszą wyborców, którzy składają obietnice bez pokrycia, którzy w imię swoich interesów kłamią, wciskają ludziom fałszywe towary: buble ideowe, bujdy quasi-naukowe, paramedykamenty, żywnościowe instanty, odzieżowe barachło itd.
Dotyczy to, niestety, wielu inteligenckich i postinteligenckich profesji – informatyków i dziennikarzy, piarowców i reklamotwórców, animatorów popkultury, naukowców i wszystkich tych, którzy dorobek nauki wykorzystują. Ci, którzy te profesje wykonują, przymykając oczy na cynizm swoich firm i instytucji, powinni zrozumieć, że pracują nad rozbiciem społecznego zaufania. Potrzeba dużej odwagi, by przeciwstawiać się fałszerstwom, oszustwom, kombinacjom. Bez tego jednak, bez indywidualnych śmiałych postaw, świat będzie dalej podążał w tej – by modnie powiedzieć – destynacji. W kierunku cynizmu i wszechmanipulacji. Aż w końcu codzienna dawka inhibitora zwrotnego wychwytu serotoniny będzie musiała wejść do rutynowej diety Homo sapiens. Już nie co piątego przedstawiciela gatunku, jak dziś w świecie zachodnim. Każdego.

poniedziałek, 7 stycznia 2019

CHORE NA INNOŚĆ. JAK POLSKIE MEDIA WIDZĄ OSOBY W SPEKTRUM AUTYZMU

stycznia 07, 2019




Witam


Dobrze, że pojawiają się takie artykuły w sieci - tak jak zauważa autorka Ewa Furgał  - pomimo , że mówi się ostatnimi czasy o ASD to... obraz jak na polskie media przystało jest tendencyjny. Nie rzecz w tym, że ja czy ktoś jest malkontentem - i że powinniśmy się cieszyć z tego, ze w ogóle mówią - a jak zafałszowują faktyczny obraz? aAjak opis w mediach jest wielce stereotypowy i naukowo nieaktualny? Myślę , że jak najbardziej mamy prawo mówić o tym i zwracać na to uwagę.

Zachęcam do zapoznania się z artykułem :

http://krytykapolityczna.pl/kraj/jak-polskie-media-widza-osoby-w-spektrum-autyzmu



*zdjęcie moje ;)

Global WARNING ! Global WARMING !

stycznia 07, 2019




Witam

Po pierwsze primo i zarazem ultimo - nie jestem aktywistą ani ekologiem, nie należę do żadnej organizacji rządowej czy nie pisze tego na czyjeś zlecenie.

Za to mogę powiedzieć, że jestem matematykiem, fizykiem , inżynierem, fotografem i rowerzystą - oraz osobą z Zespołem Aspergera. Tak jak Greta na filmie. Dlatego głównie powstaje ten wpis na moim blogu. Ujęło mnie to, że tam dziewczyna ma 15 lat. Swoim konsekwentnym działaniem doprowadziła do tego, że zwrócono na nią uwagę. Oraz uwagę na problem. Myślę, że stała się już taka ikoną. Ikoną tego co cywilizacja nasza sobie zgotowała. A co takiego? A to, że ukręciliśmy na siebie bicz i zostaniemy wychłostani.

Cały temat z klimatem jest mi znany od 20lat - od czasu studiów. Wszystko co było mówione w Katowicach było wiadome dekady dekady temu. I co? Retoryka w stylu "Ten problem nas nie dotyczy". Wiele osób (w tym polityków, i agencje związane z obrotem kapusty w bębnie od pralki) jednoznacznie pytały szyderczo "Gdzie te globalne ocieplenie, jak zimy są.. "  ... taaa... a gdzie ten głód na świecie jak mam pełną lodówkę?

Jednoznacznie stwierdzam , że winie tu człowieka. To czy ocieplenia, czy ochłodzenia były na Ziemi eony temu jest nieistotne. Istotne jest to, że wyemitowaliśmy pewną określona ilość CO2 do atmosfery - jest to do policzenia i zostało policzone. To dołożyło się do tempa zmian bezapelacyjnie.

Dalej idąc - winię tu człowieka bo chęć posiadania - dosłownie atawistyczna cecha człowieka za czasów salonów w jaskini. Zmiany cywilizacyjne poszły tak szybko, że mózg człowieka i chęć posiadania jest większa od możliwości przejedzenia. Ludzie jako ogół dalej żyją mentalnością maczugi - im mam większą, tym więcej zabiorą.

Wymysłem kolejnych czasów w końcu był kapitalizm - oraz system bankowy - pożyczki nieistniejących pieniędzy - tj pożyczki z banku centralnego (czyli druk kasy bez pokrycia). I ta herezja o ciągłym rozwoju - po co? aby mieć więcej ! i co z tego my jako ogólny człowiek mamy? a zjebany klimat - zdewastowane i zanieczyszczone środowisko - ginące gatunki - choroby cywilizacyjne takie jak ... DEPRESJA !!!!

Mógłbym tak pisać i pisać. Wątków jest dziesiątki. O tych najbardziej istotnych wspomina Greta


Wystąpienie Grety w Katowicach :




tłumaczenie :

Nazywam się Greta Thunberg. Mam 15 lat. Jestem ze Szwecji. Mówię w imieniu Climate Justice Now. Wiele osób twierdzi, że Szwecja to tylko mały kraj i nie ma znaczenia, co robimy. Ale nauczyłem się, że nigdy nie jesteś za mały, aby coś zmienić. A jeśli kilkoro dzieci może trafić na pierwsze strony gazet na całym świecie, nie chodząc do szkoły, to wyobraź sobie, co moglibyśmy zrobić razem, gdybyśmy naprawdę tego chcieli.

Ale aby to zrobić, musimy mówić wyraźnie, bez względu na to, jak niewygodne może być. Mówicie tylko o zielonym, wiecznym wzroście gospodarczym, ponieważ boicie się być niepopularnym. Mówicie tylko o posuwaniu się naprzód z tymi samymi złymi pomysłami, które wpędziły nas w ten bałagan, nawet jeśli jedyną rozsądną rzeczą do zrobienia jest pociągnięcie hamulca bezpieczeństwa. Nie jesteście wystarczająco dojrzali, aby powiedzieć, że tak jest. Nawet ten ciężar zostawicie nam - dzieciom. Ale nie dbam o to, by być popularnym. Dbam o sprawiedliwość klimatyczną i żyjącą planetę. Nasza cywilizacja jest poświęcana z okazji, aby bardzo niewielka liczba ludzi mogła nadal dokonywać ogromnych sum pieniędzy. Nasza biosfera jest poświęcana, aby bogaci ludzie w krajach takich jak mój mogli żyć w luksusie. To cierpienia wielu płacą za luksusy niewielu.

W roku 2078 będę obchodził moje 75. urodziny. Jeśli będę miał dzieci, może spędzą ze mną ten dzień. Może zapytają mnie o WAS. Może zapytają, dlaczego nic nie zrobiliście, póki jeszcze mieliście czas działać. Mówicie, że kochasz swoje dzieci ponad wszystko, a mimo to kradniesz ich przyszłość na ich oczach.

Dopóki nie zaczniecie koncentrować się na tym, co należy zrobić, a nie na tym, co jest politycznie możliwe, nie ma nadziei. Nie możemy rozwiązać kryzysu bez traktowania go jako kryzysu. Musimy utrzymać paliwa kopalne w ziemi i musimy skupić się na kapitale. A jeśli rozwiązania w ramach systemu są niemożliwe do znalezienia, być może powinniśmy zmienić sam system. Nie przybyliśmy tutaj, aby błagać przywódców światowych. Zignorowaliście nas w przeszłości i znowu nas ignorujecie. Zabrakło wam wymówek, a kończy nam się czas. Przybyliśmy tutaj, aby dać Wam znać, że nadchodzą zmiany, czy Wam się to podoba, czy nie. Prawdziwa władza należy do ludzi. Dziękuję.



Wystąpienie na TED-X



Nasuwa mi się jedno pytanie - czy tylko osoby ze spektrum są w stanie ocalić ten świat? Są pozbawione atawistycznych cech - typu pożądanie, sława , rozbujane ego ...


ehhhh :I

To be or not to be ... ;)

stycznia 07, 2019
Cóż by tu rzec - ta lista bardzo dobrze obrazuje problem w naszym świecie. Zarówno temat "nie wyglądasz na autystyka" jak i tym z czym przychodzi się nam zmagać.

Nie nazywaj mnie "wysoko funkcjonującym"
Pozwól za to, że opowiem Ci coś o autyzmie.

Znam autystyczną osobę która :
- zazwyczaj potrafi utrzymać kontakt wzrokowy w krótkich odstępach czasu
- zazwyczaj potrafi zrozumieć mowę ciała
- zazwyczaj potrafi zrozumieć sarkazm*
- rzadko długo milczy 
- rzadko ma wybuchy i zawieszenia
- nie bije głową w ścianę jak w filmach

Ta osoba nie wygląda na autystyczną. Ta osoba potrafi podtrzymać rozmowę i być jak neurotropowa.
Widać ją jako "wysoko funkcjonującą".

Znam również osobę która :
- często nie potrafi pójść sama do sklepu**
- często nie potrafi zaakceptować dotykania
- często zapomina o takich rzeczach jak jedzenie i mycie się
- często nie potrafi zrozumieć ludzi jak wiele osób się odzywa
- często nie potrafi zmienić czynności czy zacząć nową bez czyjejś pomocy, nawet jeśli nowe zadanie jest bardzo ważne
- zazwyczaj jest zdezorientowana poprzez przeładowanie sensoryczne przez pobyt w sklepie/szkole/pracy/restauracji, czy też nawet idąc ulicą
- zazwyczaj nie potrafi skupić uwagi na tyle długo aby coś obejrzeć oprócz prostych kreskówek, czy też czytać cokolwiek poza krótkimi komiksami

Taka osoba nigdy nie będzie funkcjonować samodzielnie, ukończy szkoły czy też będzie miała pracę. Będzie zazwyczaj potrzebować pomocy od rodziny, przyjaciół czy też partnera. Taka osoba wygląda na osobę "nisko funkcjonującą". 


I wiecie co? Te dwie osoby to ja.

*tego się uczyłem - na początku rozumiałem żarty i inne rzeczy na końcu, a teraz zwykle pierwszy się śmieję. Nie mniej jednak - wygląda to nadal tak, że ktoś powie o kimś, że "zrobił go w konia" - to ujrzę tego konia oczami wyobraźni.

**czy zostać samemu w pokoju - jak gotują bo lubię, chcę aby partnerka była w kuchni - bo inaczej ciężko bywa mi coś zrobić.




x

wtorek, 1 stycznia 2019

What is life ..?

stycznia 01, 2019





Uwielbiam to wideo - idealnie prezentuje moje podejście do tego bytu jakim jest życie.
Zastanawiam się ile razy już to oglądałem;D
(w filmach są polskie napisy)






A to tym bardziej jest moje podejście do życia :




;)





Nowy Rok ....

stycznia 01, 2019


Tak ..tak to wygląda. Kolejny obieg Ziemi  wokół Słońca ... a ludzie szaleją. A to tylko dzień jak co dzień. Nic szczególnego. Kupa syfu na ulicach i pijanych ludzi błąkających się nad ranem. Tak wygląda tradycja.

Jedni mogą nazwać mnie w tej kwestii jakimś malkontentem - nie mniej jednak nie uważam się za takiego. Po prostu bez emocjonalnego zaangażowania spoglądam na te cykliczne obrzędy świętowania. Wnioski nasuwają się naprawdę przeróżne - tak czy owak zastanawiam się nad tym , ze jeżeli człowiek jako gatunek, uważa się istotę inteligentną ze świadomością swojego istnienia - to dlaczego jako gatunek grzęźnie w takich destrukcyjnych (m.in . np .spożywanie alkoholu jest dla nas toksyczne) i prymitywnych atawistycznych zachowaniach? Zdaję sobie sprawę , że hormon nagrody jaką jest dopamina odgrywa tu znaczną rolę. Ale czy jesteśmy aż tak prymitywni i pozbawieni woli ?

.




poniedziałek, 17 grudnia 2018

Depresja

grudnia 17, 2018


Chciałbym wytłumaczyć przerwę w blogu. Niestety powróciła depresja ... albo po prostu wzmocniły się negatywne stany zespołu stresu pourazowego. Leżenie w łóżku, brak siły na cokolwiek.

Skończyło się tak, że jestem na oddziale dziennym - w grupie rehabilitacyjnej. Nieco mnie to aktywizuje - choćby do tego aby wstać i wyjść z domu. To jest bardzo dużo. Ubolewam, że jest też taka pora roku. Szaro buro. Kocham rower ... a motywacja aby wyjść pojeździć równa się zero. Rower ... a nawet dwa - stoją u mnie w pokoju - i tylko patrze na nie i je godzinami sobie na swój sposób podziwiam.

Depresja w moim życiu jest zjawiskiem cyklicznym - Różnica depresją a zwykłym prze-bodźcowaniem jest taka, że depresja to zespół objawów , przebodźcowanie to zgaszenie które relatywnie szybko mija i znów jest chęć do jakiejkolwiek aktywności.

W szkicach mam kilka tematów rozpoczętych - więc mam nadzieje, że mój obecny napęd pozwoli na działanie w tej kwestii;)


ps: Jednym z tematów na najbliższy czas będzie to, że udzielam korepetycji z matematyki chłopcu z ADHD /ASD.